﻿<title_newspaper="Sztandar Młodych"> 
<title_article="Gorące zebranie"> 
<author_1="L. Januszewski"> 
<author_2=""> 
<language="pl"> 
<style="press"> 
<year="1954"> 
<date="1954-12-14"> 
<month="12"> 
<period="d"> 
<status="1_obieg"> 
<support="paper">

Szybko zapada grudniowy zmierzch. W PGR Radkiejmy, w niewielkim pokoiku, ciasno zastawionym łóżkami zbierają się pionierzy. Rej wodzi traktorzysta — wysoki, barczysty, zawadiacko uśmiechnięty. Ryszard Ostrowski. Chłopak ten cieszy się poważaniem i autorytetem wśród kolegów. Obok niego kręci się Zbigniew Nadolny, także pionier, pracownik brygady polowej. — Chłopcy, robimy naradę, niechaj każdy podaje swoją propozycję, niechaj każdy zastanowi się, co będzie robiła nasza załoga. Oni naraz przyjadą... W tym samym czasie w kierunku PGR Radkiejmy toczy się po łagodnych pagórkach wóz zaprzężony w parę koni. To delegacja załogi sąsiedniego gospodarstwa — Klewiny. Przyjeżdża, by podpisać umowę o współzawodnictwie pracy na powitanie II Zjazdu ZMP. W pokoju zbiera się coraz więcej ludzi. Trudno znaleźć kawałek miejsca. Przewodniczący koła ZMP przy gospodarstwie Klewiny rozwija arkusz papieru. Przyjechaliśmy tu do Was — mówi, by podpisać umowę o współzawodnictwie przedzjazdowym. Załoga naszego gospodarstwa, młodzi i starzy robotnicy postanowili powitać II Zjazd ZMP nowymi czynami, nowymi osiągnięciami w pracy. Wzywamy Was, abyście również podjęli zobowiązania na Cześć II Zjazdu, abyście podpisali z nami umowę o współzawodnictwie pracy — kończy krótką przemowę. Kierownik PGR Radkiejmy — Trzcionek podnosi się z krzesła — Może ja zacznę? — pyta. Słyszeliśmy wezwania załogi Klewin. Znamy ich zobowiązania. Jak widać, młodzież i cała załoga gospodarstwa dobrze zna swoje obowiązki. Apeluję więc do całej załogi naszego gospodarstwa, abyście pomyśleli co i u nas jest do zrobienia, czym i my powitamy II Zjazd ZMP. — Oj, jest u nas wiele niedbalstwa — odzywa się Ewa Paplińska z brygady polowej. W czasie młocki zatykają się rafki więc ile to zboża leci w plewy a przecież to nasz chleb, to nasza praca. Opierając się na kiju wstaje z ławki siwy dziadek, stróż gospodarstwa — Roman Krakowiak. Liczy już ponad 70 lat, a jeszcze jest pełen energii i życia, zawsze ma wiele do powiedzenia, potrafi dostrzec i wytknąć niedociągnięcia i braki. 

</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
